• Wpisów:22
  • Średnio co: 110 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 20:14
  • Licznik odwiedzin:25 551 / 2552 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po ponad 100 dniach powracam-bez fanfar i wiwatów-żeby znowu móc trochę ponarzekać i wyładować się oraz swoją frustrację. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie powie mi, że nagły przyjazd rodziny z bardzo, bardzo daleka, jest szczytem marzeń. No, chyba, że ktoś nie zdaje matury w tym roku i nie ma nawału zadań do wykonania.
Najlepsze jest jednak to, że ów rodzina wpadła jak Filip z Konopii, narobiła zamieszania i po mniej więcej trzech godzinach się zebrała.
No uwielbiam swoją rodzinkę.

Kolejna rzecz, która dosyć mnie gryzie(powinnam o niej wspomnieć na początku), to wyjazd mojego chłopaka.
Do Francji.
Na 5 miesięcy.

Spoko. Damy radę. Przecież to nie tak, że już go nigdy nie zobaczę, nie?

Śmieszy mnie tylko fakt, że on nienawidzi śniegu i całej tej ciapki która się z niego robi, a jedzie pracować do hotelu w ALPACH. Brawa!

Na koniec, wisienka na torcie: MATURA!
Jestem do niej tak przygotowana, jak kierowcy do zimy. Strasznie się jej boję i wiem, że nie dostanę się na wymarzone studia. Zostanie tylko wstyd przed rodziną i szybka decyzja o wyjeździe z kraju. O tak, najlepiej do NY!


Dzisiaj to koniec mojego jęczenia, ale spokojnie, ja się dopiero rozkręcam.
Dobranoc(tym, którzy idą za niedługo spać, bo ja idę się uczyć.. pięknie).
  • awatar My Vertigo [!]: nie dziękuje i nawzajem
  • awatar My Vertigo [!]: na pewno masz racje ale jestem zbyt leniwa by się przygotować w 100% do matury z jakiegoś przedmiotu sama, a z tych które aktualnie zdaje jestem ciśnięta i to daje efekty, przestawiam się mentalnie na nie
  • awatar Dumbka: hehe :P no teraz naprawdę zamierzam się poprawić, zobaczymy jak to będzie tak naprawdę ;) dzięki ;* ja też będę za Ciebie trzymać teraz kciuki, zresztą bardziej teraz sie przydadzą one Tobie...ale będzie dobrze, trzeba tylko sie przyłożyć i w to uwierzyć ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Trochę się z notką poślizgnęła . Nie miałam jednak czasu, więc wybaczcie.

W przyszły piątek wylatuję do Egiptu na dwa tygodnie. Cieszę się niezmiernie, nie tylko dlatego, że opalę się i wypocznę, ale w hotelu w którym będę mieszkać jest siłownia! Już postanowiłam sobie, że każdego dnia muszę przebiec co najmniej 6km.

Jestem trochę rozczarowana, gdyż nie schudłam nic od dwóch miesięcy. Miesiąc wyrzeczeń poszedł w pizdu! Ale nie poddaję się. Jakoś wreszcie schudnę. Zwłaszcza teraz, skoro mam faceta!

Tak, to jest to o czym chciałam napisać. 2 czerwca na 18nastce mojej przyjaciółki poznałam T. Od tamtego czasu widujemy się codziennie, gadamy praktycznie cały czas i jesteśmy oficjalnie parą od 16 czerwca(mecz Polska-Czechy ). Razem jest nam bardzo dobrze i chociaż wiem, że brzmi to co najmniej dziwnie, ale już gadaliśmy o dzieciach-wspólnych. Możliwe, że to tylko takie gadanie, ale jestem szczęśliwa za każdym razem kiedy pomyślę o tym, że T. jest mój .

I właśnie dla T. chcę schudnąć. To dla Niego chcę wyglądać zgrabnie i seksownie. Mimo, że podobam mu się taka jaka jestem, ja chcę wyglądać lepiej.


Trzymajcie się,
Cześć .
 

 
Jestem zmieszana. Po pierwsze, przez miesiąc nic nie pisałam. Po drugie, tyle się wydarzyło przez ostatnie dni,nawet nie wiem czy wszystko zdołam opisać. Po trzecie, totalnie zaniechałam odchudzania.
Żeby sprostować, biegam co drugi-trzeci dzień po 4-5kilometrów, więc nie jest to tak, że całkowicie się zapuściłam . Mam jakieś resztki rozsądku i nadal dążę do perfekcji. Ale teraz trochę innym sposobem: na początku chcę zaakceptować siebie i swoje ciało w pełni, następnie wyznaczyć sobie małe cele i starać się je zdobywać. Muszę powiedzieć, że całkiem nieźle mi idzie z tą akceptacją, chociaż jak patrzę na swój brzuch to trochę mi wstyd..
Pierwszym moim celem jest ten nieszczęsny brzuch. Chciałabym aby trochę się zmniejszył, oczywiście moim marzeniem jest mieć płaski bebech, ale jak na razie wystarczy mi jeśli nie będzie wystawał za bardzo .
Muszę znaleźć trochę czasu-a teraz jestem o dziwo zalatana- i rozpisać jakąś dietę i żelazne zasady. Zwłaszcza, że rozpoczynają się wakacje i łatwo przekraczać granice.








Nie będę już przynudzać, jutro część dalsza moich wywodów .
Cześć.
 

 
Z dietą się posypało.
Nie biegałam w tym tygodniu, bo uszkodziłam sobie stopę-mądra ja .


Ten tydzień dał mi się we znaki. Jestem wykończona psychicznie-chociaż staram się jakoś to maskować(tak wiem, nie jestem jedyna- i fizycznie. Opuściło mnie pozytywne nastawienie. Nie wiem co się ze mną dzieje...

W poniedziałek jadę do Gdańska z klasą i nie będzie mnie do piątku, więc wrzucam na luz i nastawiam się na ładną pogodę .
Więc, życzę Wam przyjemnego tygodnia i powodzenia we własnych zmaganiach!
Cześć!
 

 
Jestem zmęczona.
Zmęczona wszystkim i wszystkimi.
Ludzie, którzy mnie otaczają(wyłączając moich przyjaciół) są dla mnie ciężarem i niesamowitym ograniczeniem.

Na dodatek zrobiłam coś z nogą. Praktycznie nie mogę stawać na prawą stopę. Nasmarowałam jakąś maścią, ale boli piekielnie. Muszę sobie dać spokój z bieganiem na najbliższy czas. Ojciec i tak krzyczał, że się zamęczam-"4 kilometry dziennie to chyba trochę za dużo?!", zaczęłam biegać co drugi dzień, też po 4 km i nadal miał pretensję. W każdym razie, nie wiem jak to będzie jutro. Chcę iść do szkoły, bo piszemy próbną maturę z angielskiego i chcę się sprawdzić.
Zobaczymy czy będę mogła stawać na nogę.

Nie mam siły na nic. Dzisiaj żadnych obrazków.
Wybaczcie,
Cześć
 

 
Jestem głupia, tępa, niemądra.
Kupiłam sobie dzisiaj dwie wielkie paczki czipsów. Zjadłam je. Na dodatek popiłam je colą. Zdrowy obiad, nieprawdaż? W każdym razie odbija mi się do teraz, a podczas biegania, myślałam, że zwymiotuję. Mam nauczkę. NIGDY WIĘCEJ CZIPSÓW!

Jutro idę na basen i mam nadzieję, że będę pływać całą godzinę. No, może nie całą, bo zazwyczaj wychodzę trochę wcześniej, ale przynajmniej 30 minut takiego ostrego zapierdalania! Oto moje postanowienie na jutro!

Jestem ostatnio strasznie zajęta i nie mam na nic czasu, więc posty mogą się raz pojawiać, a raz nie.. W każdym razie staram się jak mogę .

W niedzielę komunia kuzyna w Krakowie. Postaram się, żeby ktoś mi zrobił zdjęcie w moich nowych nabytkach: sukienka i buty(11cm szpile!!!). Zobaczymy .





Trzymajcie się,
Cześć
 

 
Dzisiaj ponad 4 km przebiegałam. W dodatku bez większych problemów z oddychaniem-co bardzo mnie cieszy i dziwi, gdyż z astmą nigdy nic nie wiadomo. Bardzo się cieszę, że zaczęłam biegać- mimo iż nie widać jeszcze efektów-bo czuję się lepiej, oddycham lepiej i skóra na twarzy jakoś mi tak lepiej wygląda .

Gdzieś czytałam, że po 4 tygodniach ćwiczeń zaczyna zauważać się efekty. Licząc więc moje tygodnie, trochę mi jeszcze zostało . ALE nie jest tego dużo, więc fajnie by było gdyby już się coś to ciałko hmm zmniejszało? .

Ubóstwiam tego seksiaka!




oraz tego

i-o matko moja najukochańsza!- tego
(klik)
Trzymajcie się,
Cześć
  • awatar ♥ A ♥: http://agacik85.pinger.pl/m/12523803/moje-1-rozdanie ZAPRASZAM
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No dobra. Przez ostatnie dni biegałam po 4 km. Dzisiaj niestety cały dzień padał deszcz, więc nie ruszałam się z domu. Tylko rano wyszłam na zakupy-w następną niedzielę mam komunię kuzyna, więc musiałam coś sobie kupić . Jak tylko między nogami będę miała "przerwę" wrzucę zdjęcie w tej sukience . Na razie nadal się ich wstydzę, ale cóż...

Waga mnie oszukała. Jestem zdruzgotana i załamana. Nadal ważę 57 kg . Ale nie poddaję się! Bieganie sprawia mi przyjemność i to najważniejsze.

Zostałam otagowana przez Pearlitę, ale na razie nie mam czasu-teraz piszę na szybko i też dosyć nieciekawie i nie wszystko!

Cześć!
  • awatar Pearlita: Nie mogę się doczekać,kiedy zobaczę tę sukienkę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
To dziwne uczucie satysfakcji dopadło mnie dzisiaj po przebiegnięciu 4 km. Nie opuszcza mnie aż do teraz i szczerze mówiąc, jeśli tak się będę czuła po każdym bieganiu, to nie chcę nigdy przestać biegać! Polecam to uczucie .

Wczoraj pojechałam do mojej kochanej Kadi <3 i muszę powiedzieć, że wreszcie nauczyłam się jeździć na rolkach! Mała rzecz a cieszy .

Od jutra zamierzam dodawać bilanse, chociaż nie zamierzam stosować żadnej diety cud. Jedyne co przestrzegam to: mało słodyczy, mało chemii i duuużo wody.





Cześć .
 

 
Na szybko:
-jestem u Kadi (na noc)
-je jeździłyśmy na rolkach ponad godzinę
-przeszłyśmy ok. 8km
-zjadłam za dużo....

Jutro więcej info!
Cześć!
 

 
Miałam zrobić sobie zdjęcie sylwetki przed całą akcją z bieganiem, ale nie chcę. Wiem, że jak zobaczę na na ekranie swoje ciało, zwątpię w jakiekolwiek diety, biegania itp. Dlatego też się zmierzyłam i zważyłam! Zaraz znajdę te moje notatki i wklepię je tutaj .

Coś mnie jednak zaskoczyło. Jeszcze dwa tygodnie temu, waga pokazywała 57kg. Dzisiaj rano. czarno na białym: 55kg. ! SZOK! Nie wiedziałam, co się stało. Jest mi przyjemnie i czuję, że teraz będzie tylko lepiej. Schudnę do 50kg i będzie wybornie. Oczywiście moja wymarzona waga to 48, ale nie pogardzę zbliżoną do niej .

Dzisiaj nic nie biegałam, ale przed chwilą byłam na pizzy z przyjacielem(z którym się pokłóciłam i musiałam jakoś zażegnać konflikt małym smakołykiem) i podejrzewam, że wszystko by mi się powywracało podczas biegu. Jutro nadrabiam i wieczorem przybywam z raportem!




Cześć!
 

 
Wczoraj wieczorem znowu biegałam z siostrą i przyjaciółką . Takie bieganie w towarzystwie jest zdecydowanie przyjemniejsze niż w samotności. Dzisiaj rano mogłam się przekonać jak to jest pocić się i męczyć samemu. A to wszystko dlatego, że jedziemy na imieniny i wieczorem nie będę na siłach, żeby biegać, więc wstałam rano i poleciałam. Mimo, że miałam mp3 ze sobą, męczyłam się okropnie. Dlatego też przebiegłam niewiele ponad 2,5 km. Wczoraj za to ponad 3 km.

Muszę powiedzieć, że nogi już w ogóle nie bolą, tak jakby się przyzwyczaiły do codziennego wysiłku .

Lecę grać w HerosyIII z bratem!
Cześć i miłego dnia .
 

 
Nigdy nie lubiłam dni deszczowych, teraz tylko powiększyłam swoją niechęć do deszczu i burz. Właśnie wczoraj, od godziny 17 nieprzerwanie padał deszcz i grzmiało. Około 19burza ustała i przeszło mi przez myśl żeby ubrać kurtkę i pobiegać, ale niestety burza postanowiła wrócić i nie było mowy o bieganiu.

Dzisiaj słońce przygrzewa i zamierzam przebiec 6 kilometrów. Nogi już nie bolą, żebra też przestały wołać o pomoc, więc jestem zadowolona .

Lecę pouczyć się trochę, bo od poniedziałku nic nie robiłam w ramach szkoły. Następny tydzień pewnie też mi przeleci bez zbędnego obarczania się nauką. Pora to zmienić!
Cześć!


EDIT:

Zamiast 6 kilometrów zrobiłam 2,5. Nie jestem jednak zasmucona tym faktem. Dzisiaj biegała ze mną i moją siostrą nasza przyjaciółka-a raczej prawie siostra . Właśnie przez nią przebiegłam tylko tyle, on dopiero pierwszy raz dzisiaj biegła i jęczała, że ją bolą nogi, więc i na mnie przeszło. Ale nie obwiniam jej. Cieszę się, że po przerwie jednodniowej nie zaczęłam z grubej rury, tylko metodą małych kroczków .

A teraz idę spać! Trzymajcie się .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem zajebista!!>
Tak! Nie boję się tego powiedzieć .

O co chodzi? O to, że wczoraj i dzisiaj biegałam z moją siostrą. Najlepsze jest to, że wczoraj przebiegłyśmy około 2km a dzisiaj już 4,5! Może nie jest to zbyt dobra dla stawów, ale czuję się tak spełniona, że nie da się tego słowami opisać.

Jeśli codziennie będę biegać po 3-4 kilometry, to po miesiącu będzie widać efekty? Oczywiście dodaję do tego basen i brzuszki oraz mam dwa razy w tygodniu ćwiczyć z mamą przed telewizorem do płyty Shape. Jak myślicie?

Przyglądałam się sobie wczoraj w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam jakbym była w ciąży. Dlatego mam podwójną motywację do biegania i ćwiczenia.

Cel: do 25 czerwca schudnąć 8 kilogramów.






Cześć!
  • awatar aliis.: życzę powodzenia ;). mam nadzieje, że do 25 czerwca schudniesz te 8kg. ; ))) .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ten tydzień był niesamowicie zakręcony! Ale w pozytywnym znaczeniu . Pierwszą dobrą wiadomością jest to, że mój brat zdał na prawo jazdy! Jestem taka szczęśliwa . Druga dobra wiadomość: całkowicie wyleczyłam się z pewnego choróbska, potocznie zwanego zauroczenie. Widziałam coś, czego widzieć nie powinnam i bardzo się cieszę, że już nie miękną mi nogi na widok pewnego osobnika.
Kolejna dobra wiadomość-pogoda jest piękna! Wymęczyłam siostrę i biegamy. Nie wiem czy dzisiaj ją wyciągnę, ale jutro na 100% będzie razem ze mną się męczyć.

Odnośnie diety-ostatni tydzień dał mi się we znaki, dlatego przemyślałam sobie parę spraw i nie będę wymiotować za każdym razem gdy czuję się pełniejsza, tylko zrobię większą partię brzuszków i następnym razem zjem mniej. Niby takie to proste, ale jednak łatwiej zamknąć się w toalecie i "wyrzucić" z siebie wszystko.

Do wakacji pozostało niewiele czasu. Pora spiąć się i pracować na prawdę ostro! Zrobię sobie dzisiaj zdjęcie, kolejne zrobię za dwa miesiące. Zobaczymy czy było warto się męczyć .

Pozytywnie się nastawiamy i działamy!

Cześć!
 

 
Troszkę dzisiaj zawaliłam, ale skoro wczoraj poszło mi tak dobrze, to dzisiaj nadrabiam .

śniadanie:
-mleko z płatkami
II śniadanie:
-pomidorki koktajlowe+wafle ryżowe
+kanapka z kurczakiem, sałatą, ogórkiem i majonezem(wiem, bomba kaloryczna)
obiad:
-trzy ziemniaki z sosem i pieczarkami+ogórek i pomidor

Będzie tego wszystkiego z 1500kcal, albo więcej, liczę na oko i wszystko zaokrąglam i dodaję po 50kcal do każdego produktu. Eh, zawaliłam tą kanapką z kurczakiem, ale ona tak smakowicie wyglądała, że musiałam ją kupić! Nawet nie żałuję tak bardzo.

Jutro jadę do Krakowa na wycieczkę klasową, więc spokojnie mogę robić jabłkową. Nikt nie będzie nawet widział ile jem i co . Muszę tylko przekonać mamę, że sama zrobię sobie "kanapki". No a jeśli nie wyjdzie z jabłkową, to i tak zamierzam zjeść mniej niż 400kcal.

Dzisiaj rozpoczynam nowe ćwiczenia. Jeszcze nic nie chcę pisać, dam wam znać po paru dniach jak mi idzie .Jak na razie idę na rower a potem na spacer z psem.



Cześć!
 

 
Piękny dzień!
Zaczęłam go od wizyty na basenie. Pływałam ponad godzinę i muszę powiedzieć, że co niedzielę będę chodzić na basen. To plus basen w piątek w ramach wf(ale wtedy niewiele pływam-tak działają na mnie koleżanki ) i myślę, że będę coraz bliżej wymarzonej sylwetki.

W tym tygodniu pójdę poszukać przypinki do roweru, więc będę mogła być aktywna na 100% i zamiast korzystać z komunikacji miejskiej, szybko i zdrowo-jednocześnie wzmacniać nogi-będę mogła przemieszczać się gdzie tylko dusza zapragnie .

śniadanie:
-jeden tost z serem
II śniadanie:
-ciabata z oregano i pomidorkami koktajlowymi
obiad:
-jabłko

+garść paluszków

Nie mam pojęcia ile to kalorii, ale cieszę się, że nikt nie wpychał we mnie dzisiaj obiadu. Może to dlatego, że po basenie byłam u ciotki i to właśnie tam skosztowałam ciabaty z oregano(którą ogromnie polecam!) i pomidorkami. Raz w tygodniu będę sobie pozwalać na ciabatę, a do szkoły mogę ją zamienić na wafle ryżowe-mam nadzieję, że będą dobrze smakować z pomidorkami .




Cześć
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jak można humanistę wysłać na konkurs z matematyki? No ja się kurwa pytam JAK?!
Jestem wkurzona na maksa, zwłaszcza wkurzył mnie fakt, że musiałam wstać o 6 rano, żeby pojechać do Krakowa i napisać pieprzony test z którego i tak dostanę zero punktów, ale huj. Najważniejsze, że wysłali ze szkoły tępaczkę na konkurs i będzie się z czego śmiać w poniedziałek. Tylko mnie nie jest do śmiechu.

Już nie wspomnę o tym, że dali nam tam obiad i musiałam zjeść zupę(nawiasem mówiąc, była całkiem znośna-chociaż nie jadam ogórkowej ta była ok). Drugiego odmówiłam, broniąc się wegetarianizmem-w sumie chcę zostać wegetarianką, ale RODZICE mówią NIE!więc nie....

Na koniec jednak zostawiam najgorsze. Poszliśmy do dziadka na imieniny. Nie wiem czy mam pisać dalej. No kurwa, jestem na siebie mega zła, ale jeśli niczego bym nie zjadła zabiliby mnie tam. Jest mi smutno i źle, ale nic nie poradzę na nadgorliwą rodzinę i nadopiekuńczych dziadków. Mogłam zwymiotować, ale nim doszłam do domu, już nie myślałam o niczym innym jak tylko przebraniu się w coś luźnego i po prostu odetchnięciu.




Mam nadzieję, że Wam poszło dzisiaj lepie,
Cześć
 

 
Dzisiaj ostatni dzień bez konsekwencji objadania się białym pieczywem. Jak na razie tylko takie jadłam, ale muszę się przestawić na ciemne, a najlepiej to wyeliminować je z mojego jadłospisu.

Najgorsze w moim odchudzaniu jest fakt, że mieszkam z rodzicami. Oni nie rozumieją dlaczego chcę schudnąć i nigdy nie zrozumieją. Obydwoje są szczupli i nigdy nie mieli problemu z zaakceptowanie siebie i swojego wyglądu. Nawet nie chcę im mówić, że czuję się źle kiedy wpychają we mnie obiad, albo kolejną porcję deseru. To nie ma sensu. Muszę ich przechytrzyć i znaleźć sposób jak nie martwiąc ich, a także nie zdradzając się schudnąć.

Nie jadłam dzisiaj obiadu. W poniedziałek ojciec jedzie na dłużej, więc będę mogła na parę dni wypróbować jabłkową. Na razie brzuszki i woda, woda, woda...



Cześć
  • awatar lovefashion<3: może spróbuj zastąpić białe pieczywo waflami ryżowymi ? to dobra alternatywa tak samo jak pieczywo chrupkie , np wasa : ) powodzenia <3
  • awatar Mały śmieszny Grubasek: spróbuj takiego Wasa zbożowego, lekkiego, albo podobnego :) jest bardzo dobre i ma mało kcal :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pewnie z nerwów, ale po prostu nie mogłam wytrzymać z myślą, że cały obiad który dzisiaj zjadłam, odkłada się na boczki i brzuch. Nie mogłam tego znieść, dlatego udałam się do toalety i zwymiotowałam. Teraz czuję się zdecydowanie lepiej. Bez zbędnego balastu.


Jedzenie.
Gdybym tylko mogła, przestałabym jeść.
Ale nie mogę.





Cześć
  • awatar Mały śmieszny Grubasek: o nie, nie, nie. tylko nie zaczynaj wymiotować. teraz czujesz się lepiej, ale potem będzie tylko gorzej, naprawdę. nie możesz się poddawać, nie możesz wymiotować. nie rób tego więcej. jak uważasz że zjadłaś za dużo, to idź robić brzuszki, albo pójdź pobiegać, a nie do toalety.!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wiem co mi się stało. Chwila słabości i zwątpienia? Pewnie tak. Może to przez pogodę? Może przez brak pewności siebie. Ale już jest dobrze. Przemyślałam parę spraw i wyszło na to, że nie mogę być spaślakiem.
Mogę być brzydka, ale nie mogę pozostać grubą świnią!
Nowy początek? Nie, raczej kontynuacja starego planu . Tak wiele razy odnawiałam dietę, mam dość mówienia "teraz się uda!". Dlatego też, moim celem jest powiedzenie "Udało się! Jestem szczupła i cholernie dumna z siebie!". Mówię Wam, powiem te słowa, wykrzyczę je i będę czuła się świetnie! Tak!

Do ogłoszeń parafialnych:
ścięłam włosy-już nie są do połowy pleców, sięgają mi ramion. Muszę powiedzieć, że czuję się w nich zaskakująco dobrze. Na razie nie powiem w jakim celu je ścięłam, może za niedługo wyjdzie moja intencja .

Wychodzę z psem na dłuugi, ożywczy, spalający wiele kalorii spacer. Po powrocie jeszcze raz napiszę Plan Działania.

Trzymajcie się,
Cześć .

PS.
Dziękuję Mały śmieszny Grubasku .